Fyrisnatta 2009

Nasza drużyna w składzie: Bartek Klimas, Łukasz Krych, Przemek Stachura, Wojtek Woyda i Krzysztof Kowalski wybrała się w ostatni czwartek do Szwecji. Wiadomo - już wkrótce mistrzostwa Polski, więc uznaliśmy, że dobrze byłoby poćwiczyć trochę w dobrych warunkach i zagrać w turnieju. Taką szansę mieliśmy właśnie w Uppsali.

Treningi zaczęliśmy... niemal natychmiast po przyjeździe na miejsce. Od 21 do 2 w nocy ćwiczyliśmy, mając do dyspozycji całkowicie pustą halę i cztery tory. Podobnie było w piątek - od samego rana lód cały dla nas... A że mieszkaliśmy w szatni (gospodarze dostarczyli polówki, materace i pościel), nie musieliśmy nawet tracić czasu na dotarcie do hali. Trenowaliśmy do późnego popołuudnia i jeszcze trochę wieczorem. Jak się potem okazało -- wyszło to nam na dobre.

Turniej trwał dwa dni, graliśmy w nim mecze 6-endowe, więc nie można było sobie pozwolić nawet na moment dekoncentracji, bo straty mogły być potem trudne do odrobienia. Już pierwsze spotkanie zapowiadało niebywałe emocje. W całym meczu obie drużyny zdobyły... pięć punktów, a wygraną 3:2 z Team Forsberg zawdzięczamy m.in. zerowaniu przedostatniego enda. Obie drużyny popełniały bardzo mało błędów.

Potem był drużynowy konkurs drawów, w którym Polaris okazał się bezkonkurencyjny. Jako jedyny zespół (z 14) uzyskaliśmy wynik dwucyfrowy (12 pkt), dwukrotnie wjeżdżając na guzik. Drugi mecz -- z Team Holm -- był równie zacięty, ale tylko do czwartej partii. Nietrafione wybicia w końcówce enda sprawiły, że rywale odskoczyli na 2 punkty, a spotkanie przegraliśmy 2:6. Trzecie spotkanie tego dnia okazało się najłatwiejsze w całym turnieju. Cztery sympatyczne Szwedki traktują curling jako świetną zabawę i nic więcej. Ale jeden element -- mianowicie draw -- mają opanowany do perfekcji, więc wykorzystały swoje trzy hammery i spotkanie zakończyło się wynikiem 6:3 dla Polarisa.

W niedzielę o 8 rano graliśmy ćwierćfinał. Rywale -- Team Axelsson -- doświadczeni, bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, mający pojęcie o taktyce, potrafiący skutecznie wykonać bardzo trudne zagrania -- parę razy promotion take-out! Ale nasza forma rosła w tym turnieju z meczu na mecz. Wygrana 4:2 (choć po ostatnim kamieniu rywali o tym, że nie było dogrywki, decydowało góra 5 centymetrów) i nieoczekiwanie dla gospodarzy drużyna z Polski jest w najlepszej czwórce Fyrisnatta.

Półfinał z drużyną młodych Szwedek -- każda po dwadzieścia parę lat, ale... każda już pół życia spędziła grając w curling. Znów popis Polarisa -- po poszczególnych endach wynik wyglądał tak: 2:0, 2:1, 5:1, 6:1 i 6:2, po czym dziewczyny się poddały.

A w finale czekali już nasi sobotni pogromcy -- Team Holm. Rewanż udał nam się w zupełności. Wynik także 6:2 (2, 0, 1, --2, 2, 1) i sensacja stała się faktem -- turniej w Uppsali, w ojczyźnie znakomitych curlerów, wygrywa drużyna z kraju, który tak naprawdę jest curlingową pustynią. Nic dziwnego, że zwycięski team zebrał gromkie brawa do Szwedów w klubowej kawiarence.

Wykorzystaliśmy nasz pobyt w Szwecji maksymalnie: każdy z nas spędził ok. 20 godzin na lodzie, zagraliśmy 6 spotkań, przetrenowaliśmy różne ustawienia drużyny (tylko Bartek i Łukasz grali cały czas), zgraliśmy się, no i byliśmy najlepsi w nieźle obsadzonym turnieju. Jak na początek sezonu -- całkiem nieźle...